Czasami jak tak siedzę i kuję w kopalni książki (mającą rudę potrzebną do mojej kampanii) to postanawiam ze zmęczenia zrobić sobie przerwę. No ale jak może ta przerwa wyglądać w miarach godziny drugiej popołudniu? Na piwo wyjść z kumplami, to za dużo rabanu, nie ta pora do zagłębiania się w dyskusje kuflowe, ani tym bardziej nie wyobrażam sobie późniejszej nauki po takowej „przerwie”.
Telewizje włączyć o tej porze strach – zaraz cię zaatakuje wojna polityczna z kanałów publicznych, lub – co gorsza – opera mydlana w postaci jakiejś „wspólnej” lub innej „jak miłości”. W dodatku mając do wyboru oszałamiająca ilość 7 (słownie siedmiu) kanałów telewizyjnych raczej nie daje wielkiego pola do popisu przy wyborze programu. Jedyna nadzieja, że jeszcze coś w Internecie się znajdzie – tyle, że nie jestem typem człowieka, który bezmyślnie siedzi na naszej-klasie byle tylko siedzieć. A w dodatku na forach jak zwykle te samy pytania od młodzików nt. Delphi i innych tego typu niepraktycznych rzeczy – w których mam wiedze, ale unikam jak ognia w kwestii pisania.
Co Zostaje? Jedni, pewnie powiedzieliby „wyjdź na dwór” – proszę bardzo: w najlepszym wypadku to się skończy spoceniem niebotycznym jak po powrocie z Sahary, które i tak później osiągnę przy ćwiczeniach, a najgorszym – na wspomnianym spotkaniu z kumplami, po którym na pewno nie będę w stanie do nauki…
Dlatego zwykle w takich chwilach chwytam za swojego Joypad’a (czy jak się nazywa to konsolowe ustrojstwo przypięte do mojego komputera), odpalam aplikację o wdzięcznej nazwie „Devil May Cry 4” i… mam z głowy najbliższe 15-50 minut
Gra komputerowa? Dla niektórych (znam z autopsji) kojarzy się tylko z rzeczą, co powinno minąć wraz z dzieciństwem w dorosłym życiu. W moim przekonaniu tylko zmieniła się definicja – gra teraz nie ma za zadania zabraniu dziecku czasu, by siedziało w miejscu (a propo – błąd wychowawczy), tylko zrobić coś o wiele lepszego – dać dorosłemu te chwilę relaksu i ulgi od codziennego życia, która jest tak niezbędna do normalnego funkcjonowania przy zdrowy umyśle.
Oczywiście nie mam tu na myśli gier MMO, które w swoim czystym zarysie, czy już na kartce biznesplanu, mają za zadanie zabrać CAŁY wasz czas, a przy okazji wyprać przy tym porządnie portfel. Chodzi mi o gdy proste w założeniu, zabierające względnie mało czasu, a co dają najwięcej frajdy (cRPG niestety często odpada z tego przedziału, dlatego pewnie przestałem w nie grać
) – tak, chodzi o gatunek gier o nazwie „Slasher” – i wchodzi tu jej główny przedstawiciel, a zarazem założyciel – seria „Devil May Cry”, a dokładniej gra z numerkiem \”4\”.
Czysta rąbanka, którą kupiłem w czasie studiów w tylko jednym celu – mieć tę chwilę odprężenia od wszystkiego i wyładować cały stres na trójwymiarowych poczwarach. By wykonywać efektowne Combosy na pół ekranu, by rozpłatywać chordy przeciwników i przy tym dostać takiego zastrzyku adrenaliny od instynktu przetrwania, że się potem chodzi obudzonym przez następne pięć godzin. Tak – ta gra to spełnia.
Przy tym wszystkim, przez pierwszy raz jak ją przechodziłem, to umiliła moje zmysły nawet ciekawą historią (no bo, porządna gra musi mieć przecież melodramatyczną historię – z czegoś trailer zrobić trzeba). Może i nie była doskonała, może była naiwna i pełna dziur – ale zadanie spełniła. Umiliła czas pomiędzy misjami i je sklejała do kupy, żeby mieć ten pretekst, by wstrzelić się ognistym młynkiem w sam środek piekła!
Taaak – ten Slasher spełnia swoją rolę bez problemów. Stanowi o tym niezaprzeczalny fakt, że jak do tej pory przeszedłem ją pięć razy (!) każdy na coraz wyższym poziomie trudności (!!) i jeszcze mi się widzi, że zostały chyba jeszcze trzy tryby przejścia gry, nie mówiąc o wymaksowaniu not za styl(!!!) – zostajemy ocenieni za przejście każdej misji – i dążenie do wymarzonej noty „S” (najwyższa) stanowi wielką frajdę ;].
To wszystko sprawia, że warto było wydać parędziesiąt złotych w empiku. W zamian dostałem dzienną dawkę odprężenia i możliwość sprawniejszego funkcjonowania. Dlatego gwiżdże na tych wszystkich „przeciwników gier komputerowych” – jeżeli gra ma swoje przeznaczenie, to właśnie być relaksem w wolnej chwili.
Na koniec – oczywiście zapomniałem powiedzieć o, pięknie działającym jak lekarstwo na stres, trybie „Legendarny Łowca Demonów” – było w tej i tej misji w tym i tym pokoju trzy stwory? Teraz jest ich dwadzieścia! I dodatkowo mają wsparcie piętnastu innych! Wspomniałem coś o ognistym młynku?…
