Kiedyś się zastanawiałem, jak wygląda idealna recepta na wychowanie dziecka. Podobno są na to wielkie tomiska wyjaśniające krok po kroku wzorem instrukcji do wiekowego magnetowidu jak odpowiednio zaprogramować swoją pociechę, ale jako kawaler nie miałem okazji się z nimi zapoznać.
Za to na pewno widziałem przykłady jak NIE wychowywać dzieci, a na pewno jak nie powinny się zachowywać. Jako, że pomagam w pracy rodzicom w sklepie, to mam kontakt z ludźmi różnych maści i inteligencji. Dzisiaj zawitał do mnie ojciec z własnym dzieckiem – o ile ojciec zachowywał się wzorowo (rzeczowo zapytał się o swoje sprawy i cierpliwie czekał na odpowiedź) to „maleństwo” (stan wiekowy ok. 10 – 12 lat) zaczęło swoją litanię na wstępie i bez pauzy.
Z tego co zrozumiałem z jego bojkotu to żądał baterii „o-o-o takiej maciupeńkiej” (w międzyczasie robił połowę „pajączka” palcami wskazując nieudolnie na okrągły kształt). Od razu poznałem jaki to typ baterii alkaicznej, a że jestem synem zegarmistrza – to wiedziałem, że danej baterii jest ponad setka (o ile nie tysiące) rodzajów i bez odpowiedniego oznaczenia (które jest różne z producenta na producenta) nie ma szans na dopasowanie baterii odpowiedniego kształtu i rozmiaru.
Lecz dany małolat nie dawał sobie w żadnych słowach wytłumaczyć tego faktu. „Przecież wiem jak wygląda daj mi pan trzy to ja powiem która!” powtarzał tak z kilka razy. Ja, znając fakt, że mam na zapleczu czterdzieści rodzajów tej baterii, miałem pełne prawo uznać te żądanie co najmniej za niedorzeczne…
Oczywiście człowieczek nie chciał ustąpić i dalej przekonywał, że dzięki swojemu szczęści i fotograficznej pamięci pozna która to jego celem jest. Dopiero wspomniany ojciec go odciągnął łagodnym „chodź, już idziemy”, na co dziecko wrzasnęło „CZEKAJ PRZECIEŻ JESZCZE NIE WZIĄŁEM” (brak interpunkcji zamierzony). Rodzic próbował go jeszcze uspokoić, tłumacząc, że przyniesie zużytą baterię na przymiarkę (szczerze powiem – o niebo łatwiej, bo jak nie odczytam symbolu, to po prostu zmierzę suwmiarką i odgadnę go), lecz to też się spotkało z krzykiem „ZWARIOWAŁES PRZECIEŻ ZOSTAWIŁEM W GDAŃSKU JA MUSZE JA MIEĆ”.
Po krótkiej takiej kontrastowej wymianie zdań, ta parka w końcu opuściła progi mojego sklepu. Lecz to zostawiło we mnie pewien niesmak – jak można wychować tak dziecko? Ja osobiście lubię dzieci (będąc podwójnym wujkiem jest to nawet wskazane), lecz widząc takie zachowanie u dziecka, to ręka sama się składa do klapsa, albo chociażby szlabanu.
Oczywiście w pierwszej kolejności powinna być rozmowa – lecz gdy to zawodzi, raczej nie należy pozwolić by egoizm i brak szacunku rozwinął się do tego stopnia. Wystarczy nam już tych „bogatych chłoptasi” zapatrzonych w siebie dzisiaj, a co dopiero w przyszłości…