No i tak kolejny raz zasiadam przed białą kartą Word’a, by spisać kłębiące się w moim umyśle zdania. A było to spowodowane pojawieniem się dziwnych myśli, przy czynności oglądania filmu, wykonywanej jednocześnie w trakcie analizowania wyników symulacji komputerowej zachowania wzmacniaczy operacyjnych z ćwiczenia z laboratorium obwodów elektrycznych (a propo, chyba oscyloskop się zwalił, bo za chińskie pantofle pomiary się nie chciały zgodzić z teorią i symulacją).
Film z tytułu się nazywał „V jak Vendetta” i opowiadał milusi obraz przyszłościowej, totalitarnej Anglii rządzonej przez iście faszystowską partię w sposób, którego nie powstydziłby się nawet Stalin. W tym wszystkim pojawia się tajemniczy bohater w masce, który stwierdził, że taki stan rzeczy jest co najmniej warty rózgi od mikołaja i w akcie altruistycznego obowiązku, jak i prawdopodobnie osobistej zemsty postanowił rozebrać ten cały system w drobne części, a potem wszystko doprowadzić do ładnego „Bum”, gdzie w tle przygrywała ładna, klasyczna uwertura Czajkowskiego (nie, to był rosjanin
).
Niechętnie pomijając fakt, że film był naprawdę wspaniały i był ucztą dla umysłu oświeconego i choć trochę zainteresowaną w psychologie społeczną lub politykę to mnie wgiął w fotel obrotowy dosyć inny, znamienny fakt.
A była to sama maska, jaką nosił bohater – charakterystyczna uśmiechnięta kredowo biała twarz z długimi, wywijającymi się wąsami. Znając już sporą część internetowej kultury, od razu rozpoznałem pierwowzór nowego wizerunku pewnego człowieka-grupy-idei panującego w globalnej sieci – a zwał się Anonymous.
I nie myliłem się – ten charakterystyczny, nowy wizerunek (stary był trudny do założenia jako kostium dla „wyznawców”, ze względu na to, że było to odzienie się w sam garnitur, nie posiadając przy tym kompletnie głowy
) powstał w akcji z 2008 roku, właśnie na cześć filmu „V jak…”, który dosyć trafnie obrazował, czym jest ten twór i dlaczego powstał.
A jest to czysta idea, czy ruch, który sam się zrodził z najdziwniejszych bytów, wiedzy i informacji, które przepływają w ogromnych ilościach codziennie przez internet. Jest to byt, który jest wszędzie i nigdzie, jest każdym, a zarazem nikim, który ma jednocześnie wiele celów i żadnego. Jest to chodzący, fascynujący paradoks nowoczesnej cywilizacji, który wytyka bezlitośnie wszystko co jest głupie i co nie powinno istnieć. Tak samo jak Internet – nie da się go kontrolować i popełnia dobre, jak i złe rzeczy.
Najbardziej chyba znana akcja pod sztandarem Anonymous to tzw. Wojna ze Scjentologią, gdzie podnieśli topór wojenny na tę dziwną, irracjonalną religię na wszystkie znane sposoby w zakresie swobód obywatelskich i wolności słowa. I to wcale nie jedyna ich akcja – było już do tej pory ich kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset. Oczywiście w Polsce prawdopodobnie o tym nikt nie słyszał (ach te nasze piękne media), lecz nie szkodzi. Jeżeli u nas kiedykolwiek pojawią się faktyczne próby powszechnej cenzury Internetu – można być pewnym, że pan „Anonimowy” przyjdzie wytknąć śmiechem te głupotę.
Ale i tak najbardziej zapadająca w pamięć scena z filmu jaką teraz będę miał na długo przed swoimi, zmęczonymi od gapienia się w ekran, oczami. A jest to swojego rodzaju osobliwy pochód – pokojowy, a zarazem anarchistyczny, bez agresji, lecz jednocześnie będący amplitudą irytacji tysięcy ludzi, którzy postanowili wyjść wbrew rozkazom strasznego, uciskającego rządu, by powiedzieć w dosyć oryginalny sposób, że delikatnie mówiąc nie lubią go. A zrobili to przez prosty kostium, który każdego z nich zmieniał w symbol człowieka tajemniczego, lecz jednocześnie nie mającego nic do ukrycia ze swoich poglądów. O którym nie wiedzieliśmy nic, ale wiemy, że przedstawia solidarnie każdego z nich. Było to proste przebranie, upodobniającego do pewnego człowieka, który wcześniej chciał w radykalny sposób (mały wybuch mający zmieść z powierzchni ziemi parlament) wykazać swoje niezadowolenie z rządu. Acz zarazem, te przebranie się stało synonim innej idei, jaką jest Internetowy Anonymous. A stało się to za sprawą pamiętliwego pochodu tysięcy ludzi w identycznym, filmowym przebraniu z 2008 roku, zorganizowany, by pokazać wyznawcom Scjentologii, że pomimo Internetowego pochodzenia, sam Anonymous ma siłę pokazać się w świecie rzeczywistym i mieć na niego wpływ.
I właśnie to wszystko mi przypomniało, że pomimo powszechnej głupoty i zepsucia tego świata, dalej istnieje coś, czego nie da się kontrolować i będzie bronić się przed nią, z całych swoich sił.
Lecz jeszcze nie chce skończyć tego na samej idei „pana Anonimowego”, ponieważ swoje pięć groszy dołożył autor komiksu, na którego podstawie powstał film. A jest to proste stwierdzenie, że człowiek będzie całkowicie wolny, praktycznie jedynie w świecie, gdzie panuje całkowita Anarchia.
Ja się z tym całkowicie zgadzam, ponieważ człowiek posiadając wolną wolę, może zrobić wszystko, w tym niszczyć. I to jest Anarchia. Dlatego, by tworzyć potrzebne są zasady, które go ograniczają i kierują. Aczkolwiek tak samo jak nie można pójść w skrajność całkowitej anarchii (która może zrobić wiele dobrego, jak i zarazem wiele złego), tak samo nie można iść w stronę całkowitej kontroli. Wtedy byśmy pozbawili siebie wolnej woli, a zarazem zniszczyli delikatny aparat wyobraźni i twórczości, który służy doskonaleniu człowieka.
Dlatego jestem wyznawcą zasady złotego środka, gdzie bardzo rzadko istnieją rozwiązania skrajne, będące dobre dla wszystkich. Trzeba się liczyć z tym, że często, żeby iść do przodu, trzeba iść na kompromis, bo trzymając się ciasno którejś ze stron, prawdopodobnie będziemy jako całość stać w miejscu…
Lub co gorsza – cofać się. A jak na dzisiejsze czasy, chyba już dosyć cofania.
PS: I znowu mi wyszedł tekst filozoficzno-polityczny ;P